Łukta-City 


login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".



7 Sierpnia 2011, godz: 21:43

Gdy myślę… Łukta (Refleksja 10. Ostatnia)



Gdy myślę… Łukta
(Refleksja 10. Ostatnia)

Pożegnanie

          To już ostatnia refleksja. Nie dlatego, że nie mam o czym i o kim pisać. Powód jest dość prozaiczny: pisanie zajmuje sporo czasu. Tym bardziej, gdy – z szacunku dla Czytelnika – robi się to najlepiej, jak tylko się potrafi. Nie lubię niechlujstwa i pisania dla samego pisania. Słowa, które kierujemy do kogoś, słowa, którymi dzielimy się z innymi muszą być ważne, potrzebne. W przeciwnym razie nie ma to sensu. Truizm: żeby pisać, trzeba mieć o czym. To akurat najmniejszy problem. Głównie – jak wspomniałem – dokucza deficyt czasu. I to nie dlatego, że jest lato, że leżę gdzieś na piasku nad jeziorem i myślę o niebieskich nogach (a niby dlaczego mają być m i g d a ł y?). Zresztą, gdyby nawet znalazła się plaża, to pogoda w tym roku kapryśna.
          Pewnie, że trochę mi szkoda zostawić stronę Grzegorza. Jednak żadnej umowy nie podpisaliśmy. Umówiliśmy się, że napiszę tyle refleksji, ile uznam za stosowne. Liczba dziesięć jest okrągła i daje okazję do zakończenia moich pisemnych rozmyślań.
          Nie wykluczam jednak, że – przy akceptacji  Grzegorza – powrócę na jego stronę za jakiś czas. 
          Życie to pożegnania i powroty. Te dwa słowa nieobce są żadnemu człowiekowi.
         

          Wczoraj oglądałem dokument o wojnie Wietnamczyków z amerykańskim agresorem. Było w nim, między innymi, o żołnierzu Ho Chi Minha, który dwa lata czekał na list od żony. Gdy wreszcie go otrzymał, nie mógł przeczytać. Długa wędrówka korespondencji sprawiła, że litery były niewidoczne…
          Antoine de Saint-Exupéry, autor “Małego Księcia”, lądował kiedyś przymusowo na pustyni w Afryce Północnej, niebawem otoczyli go tubylcy, grozili, poszturchiwali, krzyczeli. Szczególnie jeden wojownik był bardzo agresywny. Pisarzowi jednak udało się przeżyć. Po dłuższym czasie wrócił w to samo miejsce, odnalazł plemię i tego paskudnego wojownika (był wodzem), wsadził go do niewielkiego samolotu i zawiózł w miejsce, gdzie rosło wiele drzew. Wódz po opuszczeniu maszyny długo przyglądał się drzewom… W końcu zapłakał. Nigdy dotąd nie widział tylu wysokich drzew…
            W życiu jest tak, Drodzy Czytelnicy moich refleksji, że im mniej się wie, tym bardziej wydaje się nam, że posiedliśmy wszystkie rozumy.
            Ignorancja jest antonimią pokory.
            Kiedyś w USA odbywał się konkurs matematyków, jedna z „konkurencji” polegała na jak najwierniejszym, odręcznym narysowaniu okręgu na tablicy. I chociaż udział brali nawet profesorowie, nikomu nie udało się (po sprawdzeniu cyrklem) zrobić tego idealnie.W pewnym momencie, przypadkowo, do sali wszedł niechlujnie ubrany stary człowiek. Widząc eleganckie towarzystwo już miał opuścić aulę, gdy któryś z matematyków podszedł do niego i zapytał, czy on też jest z uczelni? Starzec zachichotał. Obecność dziwnego gościa sprawiła, że niektórzy zaczęli z niego drwić, ktoś wcisnął mu kredę do ręki, pchnął w kierunku tablicy. Kazano mu narysować okrąg. Starzec rozejrzał się po zebranych i błyskawicznym ruchem nakreślił koło. Przyłożono cyrkiel… Ku ogromnemu zaskoczeniu matematyków okazało się, że jest ono idealne! Zapadła cisza. Ktoś wreszcie zapytał  staruszka na której uczelni naucza? – Dajcie mi spokój. Nigdy nikogo nie uczyłem, jestem kataryniarzem – padła odpowiedź.
            Mój kolega Janusz Kalamarski jest karateką, drugi dan w kyokushin. Twórcą tej  sztuki walki był Sosai Masutatsu Oyama (10 dan). Janusz opowiadał mi nieraz o obozie karate w Papendal (Holandia), gdzie był wielokrotnie. Wspominał o trenerze Loeku Hollandrze (7 dan). Nigdy nie pomyślałbym, że ten jeden z najlepszych karateków na świecie będzie u mnie w domu… A jednak. Patrzyłem z zazdrością na tego świetnie wykształconego mężczyznę (ma tytuł doktora, ale nie pamiętam w jakiej dziedzinie), zazdrościłem mu, że jednym ciosem rozbija cegły, pustaki… Sensei Hollander pobrzdąkał trochę na gitarze, czasem się odezwał. Był nadzwyczaj skromny. Następnego dnia powiedziałem Januszowi, że jestem pod wrażeniem wizyty Holendra. W odpowiedzi usłyszałem: „Ludzie, którzy coś potrafią są zazwyczaj cisi i skromni”. I zaraz dodał: „Stachu, nigdy nie bój się gościa, który wymachuje rękami, krzyczy, grozi. Taki ktoś jest słaby. Bać się należy tych, którzy nawet sprowokowani nie chcą się bić”. Zapamiętałem maksymę kolegi. I chociaż żaden ze mnie karateka (trochę ćwiczyłem u Janusza, ale to ledwie przedszkole), od tamtego czasu nie schodzę z drogi tym, którzy próbują wyprowadzić mnie z równowagi… Oczywiście w moim przypadku nie chodzi o pięści, lecz o słowa. Dlatego niech nie myślą ci, którzy mnie obrażali na tej stronie, że mnie przestraszyli.
           Generalnie, Drodzy Czytelnicy, chodzi o to, aby niepotrzebnie kogoś nie obrażać. Czym innym jest krytyka (nie mylić z krytykanctwem), a czym innym obrzucanie kogoś błotem. Czym innym jest uczciwe opisywanie niedobrych rzeczy, które (bez konsekwencji) czynią nie tylko urzędnicy, a czym innym celowe dowalanie (kolokwializm) komuś. Czyli Huzia na Józia.  
           Powoli zbliżam się do finału. Cóż, moim „obrońcom” dziękuję za każde dobre słowo. Szczególnie Pani podpisującej się Zaciekawiona. Ściskam dłoń Panom, którzy obdarzyli mnie komplementami. Zdrowia i sił (i pracy nad sobą), życzę tym, którzy nie zgadzali się ze mną. Wszystkim Panom wybaczam. Być może i ja chwilami przesadzałem. Może rzeczywiście nie w każdej kwestii racja była po mojej stronie. Cóż, jestem tylko marnym człowiekiem.
           Wszystkim jednak Czytelnikom powiem jedno: Łukta jest dla mnie ważna, także rozsiane wokół niej wsie. Stamtąd poszedłem w świat niedaleki. Łukta, nie tylko przez moją literacką drogę, jest do mnie przyklejona, jak znaczek do koperty. Przez lata pisania w niejednym miejscu w Polsce mówiłem skąd jestem, skąd pochodzę. Na swój sposób „rozsławiałem” wieś, szczególnie gdy nie było jeszcze Internetu. Łukta – to słowo ważne na pewno nie tylko dla mnie.
           I dlatego czasami wkurza mnie, gdy słyszę od mieszkańców rodzimej gminy, że wiele rzeczy   i spraw tam się partaczy (ze wskazaniem na rządzących!). Wtedy uderzam w klawiaturę, piszę. Mam do tego prawo. Wszyscy mamy takie prawo.
           Proszę Państwa, gdyby mi na Łukcie i okolicy nie zależało, nie przyjeżdżałbym tam dość często. Ciągnie wilka do lasu… W końcu, na obecnej ulicy Słonecznej, spędziłem, przeżyłem 24 lata. W Łukcie na cmentarzu pochowani są moja babcia, ojciec, brat, stryj, bracia cioteczni. Muszę o nich pamiętać. Dość często bywam na nekropolii. Tam, w tych kilku grobach, w przenośni, pochowany jest kawałek mojego życia.
           Łukta jest dla mnie ważna. (Zaraz po niej Molza, skąd pochodzi moja żona.)
           Ufam, że i ja (przez pisanie, czyli pamięć coraz ważniejszy dla niej).
           Czas wszystkich nas kiedyś osądzi. Przez swoją lupę przyjrzy się naszym czynom i słowom. Nie boję się tej chwili. Nie mam się czego wstydzić. Niech każdy dla Łukty i gminy robi tyle, co ja, a po roku znać tę krainę będzie pół Polski.
          

           Zgodzicie się jednak Państwo, że to nie takie proste. Owszem reklamę można zrobić za pieniądze podatników, to najprostsze i każdy głupi na to wpadnie! Tak postępują niemal wszyscy wójtowie, burmistrzowie i prezydenci.
           Sztuką jest jednak powitać takich turystów, którzy zjeżdżają w nasze okolice nie tylko dla jezior i lasów, ale dla konkretnych ludzi. I teraz będę nieskromny: coraz częściej słyszę, że ktoś widząc drogowskaz ŁUKTA, skręca tam tylko ze względu na moją twórczość… Tak, proszę Państwa. To są fakty.    
           I, już naprawdę na koniec, dedykuję wszystkim moim Czytelnikom jeden z najpiękniejszych wierszy, jakie przeczytałem w życiu. To wiersz o takich jak ja.
           I na pewno o wielu takich jak Wy, moi Czytelnicy.

Stanisław Raginiak   

 

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.
©
Ilustacje: Grzegorz Malinowski


 

Posłanie do psychoneurotyków

 
   
   Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
   za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność – wśród jego pewności
   za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym 


bólem 


    za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
    za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
    bądźcie pozdrowieni.


    Bądźcie pozdrowieni, nadwrażliwi
    za wasz lęk przed absurdem istnienia
    i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
    za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania     
 

 z niezwykłością,

    za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
    za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być


 powinno

    za to co nieskończone – nieznane – niewypowiedziane
    ukryte w was.

   

 

    Bądźcie pozdrowieni, nadwrażliwi
    za waszą twórczość i ekstazę
    za wasze zachłanne przyjaźnie, miłości i lęk
    że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.

    Bądźcie pozdrowieni
    za wasze uzdolnienia – nigdy nie wykorzystane –
    za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
    że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
    za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
    za niezwykłość
    i samotność waszych dróg
    Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.

 

Profesor Kazimierz Dąbrowski  (1902-1980)



autor:gres edycja:gres wyświetleń: 2115

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!


komentarze:


status: ADMINISTRATOR

8 Sierpnia 2011, godz: 15:23

+ 0 - 2

-

Dziękuję Panu Stanisławowi Raginiakowi za współpracę w tworzeniu serwisu oraz za cykl refleksji, który specjalnie dla nas stworzył. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie nam dane przeczytać niejedną refleksję na temat naszej pięknej, aczkolwiek niedoskonałej gminy Łukta.



status: UŻYTKOWNIK dobry

9 Sierpnia 2011, godz: 12:16

+ 1 - 1

Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek...
Widzę odrobinę pokory ale też krytykę ładnie ubraną w słowa profesora.
Do następnego razu panie Raginiak.



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

10 Sierpnia 2011, godz: 07:20

+ 2 - 2

Wielkie podziękowania Panu Stanisławowi za ten cykl,który czytałem z wielką przyjemnością.
Mam nadzieję,że dane będzie tu powrócić."Im mniej się wie,tym bardziej wydaje się nam, że posiedliśmy wszystkie rozumy"-jedna z prawd,która niestety panoszy się w naszej codzienności.
Pozdrawiam Pana Stanisława.



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

16 Sierpnia 2011, godz: 15:26

+ 0 - 2

-

"Życie to pożegnania i powroty" mam wielką nadzieję, że powrót będzie niebawem:)Z wielką przyjemnością czytałam refleksje na temat naszej gminy. DZIĘKUJĘ!!!


 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski