Łukta-City 


login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".



14 Lipca 2011, godz: 08:01

Gdy myślę... Łukta (8) - Premedytacja i… szlachetność


Gdy myślę… Łukta (8)
Premedytacja i… szlachetność

 

Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny,
            sprzeciwia się naszym sprawom,
            zarzuca nam łamanie prawa,
            wypomina nam błędy naszych obyczajów.

                                Pismo Święte Księga Mądrości



          W roku milenijnym w Dębicy w kościele odbył się koncert muzyki Krzysztofa Pendereckiego (mam nadzieję, że łukcianin podpisujący się bodzio wie, kto to taki). By doszło do tego artystycznego wydarzenia, żona kompozytora zadała sobie sporo trudu, aby pozyskać pieniądze. Nie było to łatwe, ale dzięki dobrym ludziom udało się. Piękny był to koncert, opowiadał mi kolega z tego miasta (w którym notabene urodził się autor Dies irae). Zanim jednak zabrzmiały pierwsze dźwięki, wcześniej przez pół godziny miejscowa władza witała zaproszoną… władzę. Wymieniano posłów, senatorów, prezydentów, burmistrzów i chyba dwóch wójtów (sic!). Dopiero pod koniec przypomniano sobie o kompozytorze… Gdy ucichły ostatnie alikwoty i towarzystwo udało się na bankiet, okazało się, że Krzysztof Penderecki odjechał w siną dal.  

 

O kocham Kraków, bo nie od kamieni
przykrościm doznał - lecz od żywych ludzi,
nie zachwieje się we mnie duch ani się zmieni,
ani się zapał we mnie nie ostudzi,
to bowiem z Wiary jest, co mi rumieni
różanym świtem myśl i co mię budzi.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - stanę na szczycie.

  

          To wiersz Stanisława Wyspiańskiego o Krakowie, a właściwie krakowiakach. Nie trzeba być znawcą poezji, by pojąć, że nie miał łatwego życia jeden z najgenialniejszych Polaków. Jego „Wesele” to dramat przed którym klęknie każdy, kto ma choć odrobinę oleju w głowie.

          Nic zatem nowego i zdrożnego w tym, że i ja (chociaż nie jestem godzien nawet czyścić butów Pendereckiemu czy płyty grobu Wyspiańskiego) obrywam od moich pobratymców. Widać tak musi być. Widać tak jest zawsze, gdy zabiera się głos publicznie, gdy pod słowami krytyki umieszcza się swoje nazwisko. Wbrew zwyczajom cywilizowanego świata jednak jest to, że moi interlokutorzy, wylewając na mnie pomyje, kryją się pod pseudonimami… Czyżby zabrakło im odwagi, by się podpisać?
          Proszę, aby adwersarze nie doszukiwali się w moich wypowiedziach czegoś, czego w nich nie ma. Moja krytyka nie wynika ze złośliwości, kompleksów czy zawiści. Piszę jedynie o tym co jest wykoślawione, spaczone, niedobre w łukciańskiej, gminnej rzeczywistości.
I będę to robił nadal.
          Proszę zauważyć, że nikogo nie obrażam. Zwracam jedynie uwagę na niewłaściwie wykonywaną pracę, na braki – najogólniej mówiąc – w sprawach samorządowych i, jak ostatnio, w kwestiach redaktorsko-edytorskich. I mam do tego prawo, jak każdy obywatel tego kraju.
          Hej, ukryci pod pseudonimami kąsacze (od kąsać)! Nie sztuka obrazić, obrzucić błotem. Jakaż to dla was satysfakcja?! Enigmatyczni moi przeciwnicy, przypominacie kundelki, które wyskoczywszy z krzaków ugryzą, a po chwili z podwiniętym ogonem znikają z oczu. Nawet nie wiem, z jakiej jesteście zagrody, posesji?
          Kąsacze czytający moje refleksje, musicie wiedzieć o jednym: nie piszę dla zarobku, w każdej chwili mogę zamknąć ten literacki epizod. I będę miał święty spokój.
          Dlaczego tego nie robię?
          Odpowiedź jest prosta: nie wszyscy mnie potępiają. Część osób przyznaje mi rację. To ci z wyobraźnią. To ci, którzy widzą szerzej, głębiej. Których, tak jak mnie, boli na przykład urzędnicza nonszalancja, brak kompetencji, chamstwo, umysłowe ograniczenie, brak szacunku dla innego człowieka, nieprzestrzeganie ogólnie przyjętych norm współżycia. To ci, którzy są bardziej wyczuleni na ludzką krzywdę.
Właśnie ci wrażliwi i nadwrażliwi są dla mnie najważniejsi. 
          Moi Drodzy Kąsacze, nie ma świata jednolitego w odbiorze. Jednak jako ten, który o Łukcie napisał wiele stron, (nierzadko chwalebnych), mam chyba prawo zwracania uwagi na te sprawy, które bolą, denerwują mieszkańców. Sami zresztą mówią mi o tym. Ba, słyszę dużo więcej (i boleśniej) o niektórych aspektach życia w Łukcie i gminie. Pewnie przyjdzie na nie czas w refleksjach.
          Mogę zadać banalne pytanie: a niby dlaczego dotąd nikt z Łukty i okolicy nie zaczął  pisać refleksji? Innych w treści niż moje, takich wydumanych wiejskich peanów na cześć i chwałę wielu osób i spraw? (Grzegorz pewnie by się zgodził.) Odpowiadam (można się ze mną nie zgodzić): trzeba po prostu wiele problemów widzieć szerzej, z innej perspektywy i… umieć o nich pisać. To tylko z pozoru jest łatwe. Jest jeszcze druga istotna rzecz, na imię jej  o d w a g a. A z tym bywa różnie. Przecież wyraźnie napisałem poprzednio, że w Łukcie i okolicy absolutna większość mieszkańców jest koincydencyjna pod względem etyki, honoru  i… czupurności (jeśli ta ostatnia w ogóle występuje).
          Wierzę jednak w ludzi młodych, którzy w krainie mojego dzieciństwa i młodości nie powinni być szablonowi, nijacy! Bez ikry, wyobraźni i odrobiny cywilnej odwagi! Wiem, że tacy są. Nie tylko w Łukcie. Świat – nawet ten najbliższy nam – trudno zmienić, ale przynajmniej trzeba próbować.
          Byłem kilka tygodni temu na festynie w Łukcie. Pomijając jakąś tam treść artystyczną, cała reszta przypominała socjalistyczną, odpustową rzeczywistość. Dla niektórych osób z tej wsi świat stoi w miejscu. Niestety. Dlatego stwierdzam, że w mojej gminnej wsi można by pokusić się o nieco ambitniejsze propozycje kulturalne, a nie serwować głośną muzykę do późnej nocy i… browar.  Jarmarczne to widowisko. Żenujące. 
          Naturalnie, atrakcyjność festynu zależy głównie od organizatorów. Jednak czy tylko? A może społeczeństwo od lat akceptuje ten kicz, tę żenadę z dwóch powodów: po pierwsze – lepszy rydz niż nic, po drugie – takie „igrzyska” są absolutnie adekwatne do naszych potrzeb.
          Mogę machnąć ręką na łukciańską rzeczywistość, żyjcie sobie jak uważacie. Mam co robić w życiu, mam nad czym myśleć. Zamiast przez kilka godzin pisać refleksje mógłbym na przykład dokończyć książkę F. S. Collinsa Język Boga albo posłuchać zespołu Dream Theater lub Ozric Tentacles. Dlaczego tego nie robię? Ano dlatego, że Łukta jest miejscem z którego wyszedłem i jest dla mnie ważna. Życzę sobie, aby moi adwersarze zrobili tyle dobrego dla tej wsi, co ja. Aby rozsławiali Łuktę przynajmniej w takim stopniu, co ja. Wiem,  dziś ten fakt jest jeszcze mało dostrzegalny, ale z czasem… Niech moi „wrogowie” jedno sobie uświadomią, że jak świat światem każda miejscowość znana jest szerzej (geograficznie i turystycznie) jedynie przez nietuzinkowe jednostki, które w niej żyją (żyły) lub przez wpisane w nią jakieś szczególne miejsca historyczne (dziś jeszcze można dodać cykliczne organizowanie imprezy... Chyba w Jonkowie koło Olsztyna ludzi przyciąga rzucanie podkową w telewizor. Mało oryginalne, ale ludzie przyjeżdżają). Nawet notoryczni piwosze z Łukty wiedzą, że gdyby nie jeziora i lasy nikt nie zaglądałby w ten zakątek kraju.
          Nikt przecież nie będzie tu zjeżdżał po to, by poznać sfrustrowanego bodzia i jemu podobnych.
          I już prawie na koniec, Kazimierz Matan powiedział: „Z przebaczeniem jest jak z jazdą samochodem po zmroku – przy mijaniu ktoś pierwszy musi zmienić światła z długich na krótkie”.
          Zapewniam wszystkich życzących mi jak najgorzej, że zawsze pierwszy zmieniam światła. I ani trochę nie jestem zły na tych, którzy mnie obrażają. Już się do tego przyzwyczaiłem… Zapyta ktoś, jak można normalnie żyć, gdy tak napadają z lewa i prawa, z przodu i tyłu? Można. Albowiem świat nie składa się głównie z ludzi budzących się z zaciśniętą pięścią i pianą na twarzy. Wręcz przeciwnie, więcej jest tych, których przebudzeniu towarzyszy uśmiech.    
          Zawsze w sytuacji werbalnej, gdy mój rozmówca uznaje tylko swoje racje, przypominam sobie zdanie mojego przyjaciela Kazimierza Brakonieckiego, poety i prozaika z Olsztyna: Do rozmowy potrzebny jest partner.
          Zapewniam wszystkich czytających tę refleksję, że nie jestem fanem sentencji Heinricha Heine: „Powinno się wybaczać swoim wrogom, ale nie wcześniej, niż zostaną powieszeni”. Poeci na pewno bywają pamiętliwi, czasem kreślą autograf na czyjeś twarzy, ale nie są małostkowi, złośliwi. Sztuka uszlachetnia. Ignorancja natomiast każdemu rozsądnemu człowiekowi kojarzy się ze… słomą w butach. Nawet, gdy są z krokodylej skóry.  
          Pozdrawiam wszystkich, którzy myślą podobnie jak ja. A tych, którzy mają odmienną filozofię informuję, że w najbliższą sobotę i niedzielę (16/17) będę na terenie gminy Łukta. I jestem w stanie spotkać się z każdym, kto chciałby przedyskutować ze mną jakąkolwiek kwestię związaną z moimi refleksjami (już napisanymi lub przyszłymi).
          I chociaż z racji pisania nie zawsze jestem odbierany jako szlachetny rycerz Zakonu Poetów i Prozaików, to zapewniam każdego chama i człowieka kulturalnego, że w razie  potrzeby stanę w obronie swoich racji do walki pieszej lub konnej (to tak z okazji kolejnej rocznicy bitwy pod Grunwaldem). 
(Można się ze mną umówić przez Grzegorza Malinowskiego.)

e-mail: lukta-city@wp.pl (przyp. red.)

Stanisław Raginiak   

 

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.



autor:gres edycja:gres wyświetleń: 1971

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!


komentarze:


status: UŻYTKOWNIK przeciętny +

14 Lipca 2011, godz: 10:20

+ 4 - 2

No i mamy najświeższe refleksje. Wielkie słowa... chyba trochę przesadzone. Jaka zasadzka? To forum jest po to aby wyrażać swoje opinie. Robimy to, tak samo jak Pan, ale jak nasze zdania są niewygodne to najlepiej porównać się do uciemiężonego, zniewolonego i obrzucanego kamieniami i w ogóle jaki to Pan jest biedny, a nas do kąsaczy, kundelków i wszystkiego co najgorsze. Nawiązanie do wielkich Polaków ma zamysł udowodnić nam, że nie mamy pojęcia o kulturze i sztuce? Otóż niech będzie Pan spokojny, co niektórzy orientują się kim był Wyspiański, Kasprowicz czy Penderecki. Dies irae to zrobił Pan nam, za nasze odmienne zdania. Gdzie wolność słowa?? Dziękuję bardzo za wszystkie te epitety: niewrażliwi, bez wyobraźni, kundelki itp itd. Obiecuję, że już nie będę "kąsać". W ogóle nie wyrażę swojego zdania, bo niby po co mam usłyszeć o sobie jaka jestem bez wyobraźni. Bez odbioru i oby tak dalej, to na pewno wszyscy wezmą się za ulepszanie naszego świata.



status: ADMINISTRATOR

14 Lipca 2011, godz: 14:59

+ 1 - 4

-

Komentarz został zablokowany przez użytkowników.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą przeglądać treść ukrytych komentarzy.



status: UŻYTKOWNIK dobry

edytowany:
14 Lipca 2011, godz: 22:20

+ 3 - 2

... jak ksiądz na ambonie.
"Nie wierzę żadnemu politykowi ani księdzu."
Proszę przyjąć trochę krytyki jako i my przyjęliśmy; nuda...
Pozdrawiam, OUTSIDER.(bez pogrubienia)
Ps. Cytować Pismo Święte- cios poniżej pasa.



status: UŻYTKOWNIK śmiały

15 Lipca 2011, godz: 19:58

+ 4 - 3

No proszę,nie wiedziałem że moją skromną osobą a także paroma słowami krytyki odciągnę autora od krytykowania wszystkiego w naszej Gminie.Natomiast nie chciałbym oderwać Pana od wycinania przydrożnych krzaków.Ponieważ gdy będziesz Pan jechał w stronę Łukty, to ja będę widział te wszystkie osoby które ciągną tu dla nazwiska Raginiak.Odpowiadam NIE,dla tego który myśli że krytyka była atakiem na osobę Pana Raginiaka.To po prostu sprzeciw wobec nagonki, krytyki wszystkiego i wszystkich w mojej Gminie.Rodzice zawsze mnie uczyli:NIE PLUJE SIĘ NA MIEJSCE W KTÓRYM MIESZKASZ.W brew temu co sądzi autor tych refleksji uważam że mamy dobrych urzędników i wystarczy z nimi współpracować,aby w naszej Gminie było coraz lepiej. Pan Raginik chce nas uczyć jak



status: UŻYTKOWNIK śmiały

15 Lipca 2011, godz: 20:31

+ 4 - 2

mamy mieszkać u siebie. Przeszkadza mu ujadanie psów,biesiadujący ludzie, wszyscy mamy być cicho bo Pan pisarz przyjechał.Przy tym nie cierpi jak ktoś ma inne zdanie na ten temat.Świadczy o tym ostatni artykuł,oraz wspomaganie się cytatami znamienitych Polaków.Pan Raginiak zadaje się krzyczeć:tylko ja mam racje, a wszyscy inni niech się ode mnie uczą. No więc:
Więc ulecz mnie, Apollinie.
Ty możesz. Ty jedynie.
K.I. Gałczyński
Może teraz będzie Pan szczęśliwy,przestanie używać epitetów.Przecież to tak butnemu,wyniosłemu człowiekowi nie przystoi.
Wróbelek jest mała ptaszyna,
wróbelek istotka niewielka,
on brzydka stonogę pochłania,
lecz nikt nie popiera wróbelka.

Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
Ze wróbelek jest druh nasz szczery?
Kochajcie wróbelka, dziewczęta,
kochajcie, do jasnej cholery!



status: UŻYTKOWNIK dobry

16 Lipca 2011, godz: 20:20

+ 2 - 4

-

Bodzio szczerze mówiąc/ pisząc nie podobał mi się ton Twojego komentarza w poprzednich przemyśleniach. Dzisiaj przyplusiłeś ;-)



status: UŻYTKOWNIK dobry

17 Lipca 2011, godz: 15:18

+ 2 - 0

heh rzeczywiście trzeba uważać co się pisze. ;-D



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

18 Lipca 2011, godz: 18:50

+ 2 - 3

-

Czytając Wasze komentarze śmiać mi się chce :)wyrażacie w nich
Waszą zaściankowość. Najlepiej tak jak hunnybunny "obrazić się" -postawa małego dziecka, gdy coś nie idzie po mojej myśli zabieram swoje zabawki i wychodzę z piaskownicy- odnośnie stwierdzenia "W ogóle nie wyrażę swojego zdania" Moim skromnym zdaniem tak to jest, że nie lubimy jak nam się zwraca uwagę, że coś robimy źle, lub w ogóle czegoś nie robimy. Tym bardziej, że słowa padają z ust osoby, która już w naszej gminie nie mieszka. Uważam, że Pan Raginiak widzi to wszystko inaczej, potrafi spojrzeć na to wszystko co się dzieje w naszej gminie krytycznym okiem i odważnie o tym pisać.



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

25 Lipca 2011, godz: 14:13

+ 2 - 0

Dlaczego S.Raginiak wyjechał z Łukty?Nurtowało mnie to pytanie wielokrotnie.Do dzisiaj.


 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski