login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".

19 Stycznia 2012, godz: 12:39

Informacje z WOŚP-u


 

KWOTA UZBIERANA na WOŚP:
w Gminie Łukta ogółem - 7664,10 zł

W Łukcie zostało zebranych - 6034,90
w 6 wsiach-świetlicach: Ramoty, Pelnik, Ględy, Zajączkowo, Worliny i Florczaki zostało zebranych - 1629,20 zł

 

 

 Wolontariusze WOŚP 2012:

1.    Michał Krupa
2.    Monika Stępień
3.    Paulina Malinowska
4.    Łukasz Ignatowicz
5.    Szymon Ignatowicz
6.    Mateusz Owsianka
7.    Alicja Mossakowska
8.    Izabella Czaplejewicz
9.    Małgosia Tońska
10.  Oskar Bigus
11.  Patryk Lewandowski
12.  Artur Sujkowski
13.  Dominika Borowska
14.  Mateusz Gęsina
15.  Marek Zimoń
16.  Kinga Szulc
17.  Patrycja Grodkowska
18.  Patryk Budziński
19.  Bartek Krupa
20.  Wojtek Walczak
21.  Przemysław Wołoszczuk
22.  Dominika Wojciechowska
23.  Sabina Tońska
24.  Kamila Wiśniewska
25.  Sławek Sokołowski
26.  Dominika Zychalak
27.  Zuzanna Żurawska
28.  Milena Drozdowska
29.  Klaudia Reginiak
30.  Justyna Grabowska
31.  Zuzanna Retka
32.  Paulina Edamska
33.  Martyna Matusiak
34.  Daria Nowicka
35.  Artur Baranowski



Sponsorzy:

1.    Urząd Gminy Łukta
2.    Bartosz Bogucki – Firma BARTBO
3.    Hotel „MASURIA” – Dyr. Paweł Nykiel
4.    Wioska Tematyczna Lipowe Skrzaty
5.    Kamila Gontarz
6.    Barbara Kamieniecka
7.    Sklep Z art. Budowlanymi Anna i Piotr Brdak
8.    Ewelina Bronikowska
9.    Anna Szymańska
10.  Justyna Raginiak
11.  Wioletta Więch
12.  Ewa Leończak
13.  Anna Lewandowska
14.  Maria Malinowska
15.  Monika Pieniek
16.  Teresa Rakowska
17.  Janusz Podlewski
18.  Maria Szczotka
19.  Marek Matusiak
20.  Przedsiębiorstwo ROPASAMA – Państwo Malinowscy i Langowscy
21.  Sklepy – AJJ, KUBUŚ, P.Bożeny Kur, Sklep Mięsny P.J. Licznerskiej

 


Ciasta na kiermasz w czwartek upiekły:

1.  Iwona Matusiak
2.  Teresa Chądzyńska
3.  Marzena Witkowska
4.  Ewa Czaplejewicz
5.  Lidia Budzińska
6.  Alicja Mossakowska
7.  Małgorzata Miklaszewska
8.  Joanna  Sulley
9.  Elżbieta Zimoń

 

Ciasta na kiermasz w sobotę upiekły:

1.  Patrycja Grodkowska
2.  Anna Owsianka
3.  Teresa Bigus
4.  Dominika Malinowska
5.  Edyta Wojciechowska
6.  Maria Ignatowicz
7.  Anna Krupa
8.  Agnieszka Gorząch

 

Ciasta na kiermasz w niedzielę upiekły:

1.  Bożena Czaplińska
2.  Barbara Tokarczyk
3.  Helena Stępień
4.  Marzena Witkowska
5.  Alina Pęk
6.  Maria Biedulska
7.  Agnieszka Gorząch
8.  Aleksandra Zimoń
9.  Dominika Borowska
10.  Anna Walczak
11.  Krystyna Sujkowska
12.  Dorota Lewandowska
13.  Małgorzata Polucha

 

Osoby, które w znaczny sposób przyczyniły się do zorganizowania
akcji  WOŚP w Łukcie:

1.    Dyrektor Szkoły w Łukcie –Bogdan Purzycki
2.    Kierownik admin.-gospod. w szkole w Łukcie- Krzysztof Krupa
3.    Pracownicy szkoły w Łukcie
4.    Urszula Mironowicz
5.    Michał Kur
6.    Tomek Pyrzanowski
7.    Przemek Wierzba
8.    Magda Palińska
9.    Maria Ignatowicz
10.  Elżbieta Piotrak
11.  Luiza Zychalak
12.  Marzena Witkowska
13.  Grażyna Winnicka
14.  Krzysztof Marcinowski
15.  Agatka Marcinowska
16.  Tomek Kuchta
17.  Marcin Soroko
18.  Świetlicowe z Ramot, Worlin, Ględ, Florczak, Zajączkowa, Pelnika
19.  Strażacy
20.  Pracownicy Zakładu Gospodarki Komunalnej

Z ramienia Urzędu Gminy akcję koordynowała i prowadziła
Ewa Czaplejewicz



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:malina edycja:malina

18 Stycznia 2012, godz: 21:18

Gdy myślę... Łukta (12) - O duchu na drodze i w Molzie


Gdy myślę… Łukta
O duchu na drodze i w Molzie

 
          Zanim w kolejnym odcinku powrócę do spraw przyziemnych, do łukciańsko-gminnej rzeczywistości i wytknę co nieco niektórym urzędnikom i nie-urzędnikom, dziś będzie o… duchach. 
          Już nieraz w swoich refleksjach wracałem do mojego najlepszego kolegi Edka Jaworskiego. Przez niemal osiemnaście lat razem sporo przeżyliśmy, od strzelania z procy i łuków, po pierwsze randki z dziewczynami. Kilka lat też graliśmy w zespole. Edek powiesił się. Wierzyć się nie chce, że od tamtego dnia minęło już ponad czterdzieści lat…
Pamiętam, że któregoś dnia, gdy szliśmy nad Budkę (Korwik) zobaczyłem na dłoni kolegi wytatuowaną datę. Trochę mnie zaciekawiło, dlaczego to zrobił? Milczał dość długo. Dopiero nad jeziorem wyznał, że musiał tak zrobić, gdyż kilka dni wcześniej idąc do ciotki mieszkającej w Worlinach spotkał na drodze brata Zygmunta. (Muszę wtrącić, że starszy brat Edka też popełnił samobójstwo). Duch Zygmunta powiedział do niego, żeby jak najszybciej odszedł z tego świata, bo tam, gdzie on jest teraz, żyje się o wiele lepiej… Zastanawiałem się, jak można żyć… po śmierci? Popatrzyłem na Edka z niedowierzaniem, trochę się przestraszyłem. Chyba mu rozum odebrało, pomyślałem. Zastanawiające jednak było to, że kolega opowiadając o tym, zdawał się być jakby nieobecny. Nie wierzyłem mu, ale jedno wiedziałem na pewno, że Zygmunt zmarł. Mimo młodego wieku sporo już nasłuchałem się od starszych o zmorach, wampirach, wilkołakach i oczywiście duchach. Coś musiało w tym być... Przecież bez powodu ludzie nie przekazywaliby sobie tych, mrożących krew w żyłach, historii. Po powrocie znad jeziora długo rozmyślałem o tym, co powiedział Edek. Dalej mu nie wierzyłem. Jednak, gdy nastała noc nie ośmieliłem się wyjść z domu. W ogóle, od tego dnia stałem się bojaźliwy.
          Druga historia związana jest z budynkiem w Molzie, gdzie kiedyś mieściła się szkoła, dziś jest tam Dom Pomocy Społecznej. Mój szwagier, a wcześniej dziadek wielokrotnie opowiadali mi o duchach straszącym w tym domu. Co też tam się nie wyrabiało nocami! Słychać było bieganie po klasach! Przesuwane były meble! Ktoś diabelsko chichotał na korytarzach i w piwnicy! W oknach można było ujrzeć bladą, koszmarną twarz! Szwagrowi raczej nie wierzyłem, bo niby skąd miałby mieć te doświadczenia? Ale co innego dziadek. On przez kilka lat palił w piecach szkolnych. Bywało, że w wielkie mrozy spędzał w budynku całą noc. Jednak duchy szalały tam nie tylko zimą, także w inne pory roku. Gdy los rzucił mnie do Molzy, raz i drugi nocą podkradałem się pod budynek i próbowałem usłyszeć jakieś diabelskie głosy. Nic z tego. W końcu zdobyłem się na szczerą rozmowę z dziadkiem i zapytałem go, jak to jest (było) z tym straszeniem.
          Nawet nie chce mi się o tym mówić, zaczął. Chyba nikt na świecie tyle razy się nie wystraszył, co ja w tej szkole. Diabły czy jakieś inne czorty przeważnie próbowały mnie nastraszyć, gdy rąbałem drwa w piwnicy. Stukały czymś twardym w ściany, ławki, a nawet w szyby. Ale ja nie takie rzeczy na wojnie widziałem i słyszałem. A pójdziesz ty strachu! –wołałem na cały budynek. Własny głos dodawał mi odwagi, ale nie raz nogi mi się trzęsły. Bo ze Złym żartów nie ma, zaatakuje nie wiadomo skąd i kiedy! Nieraz miałem takiego pietra, że chciałem uciec ze szkoły, ale nie mogłem tego zrobić, bo co by ludzie pomyśleli, że stary Jasiulewicz stchórzył! A co dzieciaki by o mnie pomyśleli, że taki stary a tchórz! No i z roboty by mnie na zbity łeb wywalili, bo kto by tam uwierzył, że coś stukało, biegało, wrzeszczało? Przecież nikt. Najgorzej to było w zimę, wtedy musiałem siedzieć długo w piwnicy, drewna narąbać, węgla ponosić do klas. Raz tak niosłem dwa wiadra naraz, papierosa miałem w buzi, gdy nagle czuję, że wiadra coś robią się ciężkie, jakby mi je ktoś ciągnął do dołu! O kurwa mać!, jak ja się wtedy przestraszyłem! Fajka wypadła mi z buzi, rzuciłem wiadra i w nogi do drzwi, żeby uciec ze szkoły, a one zamknięte, a przecież nie zamykałem! Oparłem się plecami o te drzwi i patrzę na korytarz, bo światło wcześniej zapaliłem i co widzę? Nic nie widzą! Nie ma nikogo. Ale wiadra przesuwają się w moją stronę i to coraz szybciej! To ja do piwnicy, tam się zaryglowałem i zacząłem się modlić, chyba pierwszy raz od pięćdziesięciu lat! Myliłem Ojcze nasz ze Zdrowaś Maryjo, ale chyba pomogło. Usiadłem na pieńku, zapaliłem papierosa, gdy nagle widzę te dwa wiadra przed sobą, a w nich jakieś dwie straszne gęby ociekające krwią! Chryste Panie!, wrzasnąłem i w kilka sekund dotarłem do swojego domu położonego jakieś dwieście metrów od tej przeklętej szkoły! Następnego dnia poszedłem do kierownika i mówię, co przeżyłem. Baran roześmiał się. Panie Jasiulewicz, co pan mi tu wciska! Jakie duchy?! Myślałem, że się rzucę na tego nauczyciela. Już miałem zamiar to zrobić, gdy ze ściany spadł portret Edwarda Gierka, sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Kierownik odwrócił się, ze zdumienia przecierał oczy. A widzi pan, ja wtedy do niego, sekretarz spadł. Tyle lat tu wisiał, a dziś poleciał. Czy to pana nie dziwi?
          Szef placówki nie zwolnił dziadka z pracy. Obiecał, że zatrzyma dla siebie całą tę historię. A jak się powtórzą te strachy, ciągnął, to trzeba będzie poprosić księdza, by prześwięcił… poświęcił szkołę, zakończył kierownik.
          Do dziś nie wiem, ile jest prawdy, a ile konfabulacji w tym wszystkim.
Dziadek już dawno nie żyje. A od momentu, gdy szkołę w Molzie przekształcono na Dom Pomocy Społecznej o duchach jakoś nie słychać…                  

Stanisław Raginiak

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.

© Ilustacje: Grzegorz Malinowski




komentarze (3) elka73: Interesujące :-)))
Pozdrawiam Pana Stanisława...
Darz Bór
dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

10 Stycznia 2012, godz: 23:23

K-1 MUAY THAI



komentarze (2) gosiaq: dlaczego nieaktualny? nie ma przecież daty, zapisać się można w każdej chwili, a godzina 17:00 mówi tu o pierwszym treningu dzieci, pozniej jest dla starszych. Dla zainteresowanych, treningi odbywają się co wtorek i czwartek.
17:00-18:00 - dzieci
18:00-19:00 - młodzież i dorośli
dodaj komentarz autor:kasa edycja:kasa

3 Stycznia 2012, godz: 11:42

"Poszukuję domu dla wspaniałego psa..."


"Poszukuję domu dla wspaniałego psa, który od jakiegoś czasu błąkał się po Łukcie. Dzisiaj wzięłam go tymczasowo do domu, ale wiem, że ta sytuacja nie będzie mogła trwać długo. Pies jest bardzo łagodny, przyjazny, ani razu nie warknął ani nawet nie szczeknął i widać, że uwielbia dzieci. Bardzo ładnie chodzi na smyczy, w domu jest cichy i spokojny. Ogromnie lgnie do człowieka, widać, że potrzebuje miłości, ciepłego domu. Oddam go w dobre ręce, wykluczone jest trzymanie go na łańcuchu.

Proszę o pilny kontakt.
505 182 154 Olga"


komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

3 Stycznia 2012, godz: 08:56

XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy!


Czwartek – 5.01.2012r.:
     900-1230 - kiermasz ciast w szkole
     900- 1400-  Kwestowanie  po zakładach pracy
Pokaz Filmów dla dzieci- Remiza w Łukcie
    1500-1630 - film  „SMERFY
    1645-1815 - film  „ALICJA W KRAINIE CZARÓW HD
Bilet wstępu 3 zł.(podwójny 5 zł.), Popcorn 2 zł.


Piątek – 6.01.2012 r. – Szkoła w Łukcie
    1500-1700 - Bal dla dzieci - mile widziane przebranie
    1715-2030 - Dyskoteka dla młodzieży i absolwentów

Sobota 7.01.2012 r. – Sala sportowa w Szkole w Łukcie
     1100-1700 – Dmuchańce do skakania, bungee run, basen z piłeczkami Firmy „BARTBO”, dla dzieci i młodzieży. Obowiązuje obuwie sportowe.
Bilet wstępu odpowiednio 3, 4 i 5 zł

     1700 - 1830 - Występy Artystyczne
          1. Tomasz Kuchta wokalista z Ostródy – muzyka reggae
          2. Jasełka na wesoło w wykonaniu dzieci ze szkoły podstawowej z Łukty
          3. Klaudia Raginiak – wokalistka z Pelnika
Bufet słodki podczas koncertów: ciasto, kawa, herbata

Niedziela 8.01.2012 r.
Remiza OSP Łukta
     1000 - 1330 - Kiermasz ciast - remiza OSP w Łukcie
     1000 - 1400 - Zbiórki i kwestowanie
     1800 - 2000 - Finał Orkiestrowy - Plac koło bloków (obok placu zabaw)
          - Pokaz tańca z ogniem grupy młodzieżowej z Mostkowa,
          - Licytacja przedmiotów,
          - Gorący bigos, kawa, herbata, grzane piwo, zimne ognie do kupienia,
          - Pokaz fajerwerków

Do nabycia u Wolontariuszy „Numerki- cegiełki ”–2 zł/szt., wśród których rozlosujemy
dwie nagrody:
- karnet dla dwóch osób na basen w Hotelu Masuria (
podczas ferii zimowych),
- talon na usługę fryzjerską

Organizatorzy i współorganizatorzy akcji: Gmina Łukta, młodzież, Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Łukcie, Zespół Szkolno-Przedszkolny w Łukcie


komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:malina edycja:gosiaq

2 Stycznia 2012, godz: 13:32

Każdy pomysł jest do zrealizowania,


Wszystkich, którzy nie potrafią narzekać, którzy chcą w Łukcie zacząć tworzyć tradycję i inny rodzaj myślenia, którzy mają ochotę i zdolności do rozruszania nas Łukciaków starych i młodych, zapraszam na spotkanie inicjujące - może coś fajnego z tego wyniknie.

Każdy pomysł jest do zrealizowania. Są wśród nas nieznane dotąd indywidualności. Trochę chęci i może być ciekawie.

Prosimy o kontakt, potwierdzenie zainteresowania i chęci współuczestniczenia w nowym projekcie na adres redakcji (lukta-city@wp.pl) do dnia 08.01.2012 roku.

W przypadku zgłoszenia się co najmniej trzech pomysłodawców, spotkamy się do dnia
15 stycznia.
O szczegółach poinformujemy oddzielnym zaproszeniem,

Pozdrawiamy.

Pomysłodawca: Grzegorz Sekuła


komentarze (6) gres: Nie, sam nie wiem co to jest :D
Nie jestem autorem tego forum.
dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

31 Grudnia 2011, godz: 09:08

Klub Morsa PRZERĄBEL zaprasza na wspólną kąpiel w Nowy Rok


Klub Morsa PRZERĄBEL 31 grudnia o godz 13:00 pożegna stary rok kąpielą w jeziorze w Łukcie! Natomiast 1 stycznia 2012 członkowie klubu uczczą nadejscie nowego roku spektakularnym skokiem na bombę do lodowatej wody (również godz. 13:00)!

Gorąco zapraszamy i zachęcamy do przyłączenia się do wspólnej, orzeźwiającej kąpieli!


komentarze (3) outsider: dzisiaj po raz drugi ever byłem spotać się z morsami. gorąco polecam spotkania ze stałymi bywalcami, np jutro o godzinie 13.00 ;-P dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

30 Grudnia 2011, godz: 18:00

Szczęśliwego Nowego Roku!


Jeszcze chwila, jeden krok i wejdziemy w Nowy Rok!
Z tej okazji życzymy Wam mnóstwa powodów do radości, samych pogodnych dni, sukcesów z życiu prywatnym i zawodowym, szczęścia, zdrowia, pomyślności, zawsze pełnego portfela, i aby w nadchodzącym roku 2012 spełniły się Wasze marzenia oraz plany.  

Natomiast w noc sylwestrową oraz karnawał życzymy szampańskich i hucznych zabaw do białego rana!

 

redakcja Łukta-City


komentarze (1) gres: Taka ciekawostka...
"Szczęśliwego Nowego Roku" w różnych językach:

po Angielsku: Happy New Year
po Arabsku: سنة ميلادية مباركة (sanatun miilaadiyyatun mubaarakatun)
po Chińsku: 新年快乐 ( xin nian kuai le)
po Chorwacku: Sretna Nova Godina
po Czesku: Šťastný Nový rok
po Duńsku: Godt nytår
po Fińsku: Onnellista Uutta Vuotta
po Francusku: Bonne Année
po Grecku: Καλή Χρονιά (Kalí Chroniá)
po Hiszpańsku: Feliz año nuevo
po Japońsku: 明けましておめでとうございます
po Katalońsku: Bon any nou
po Koreańsku: 새해 복 많이 받으세요 (sae-hae bok ma-ni ba-deu-se-yo)
po Litewsku: Laimingų Naujųjų Metų
po Łacinie: Felix sit annus novus
po Niemiecku: Glückliches Neues Jahr
po Norwesku: Godt nyttår!
po Portugalsku: Bom ano novo lub Feliz ano novo
po Rosyjsku: Счастливого Нового Года lub С Новым Годом
po Szwedzku: Gott nytt år
po Węgiersku: Boldog Újévet
po Włosku: Buon Anno lub Felice Anno Nuovo
dodaj komentarz autor:gres

24 Grudnia 2011, godz: 12:10

Podziękowania


 

"Że dobrym być trzeba i któż tego nie wie?
Lecz dobry owoc rośnie nie na każdym drzewie" M. Rej

Wszystkim, którzy włączyli się do akcji „Bożonarodzeniowa Paczka dla rówieśnika z Awiżenie” składamy gorące podziękowania. Sprawiliście Państwo ogromną radość naszym rodakom z Litwy.

Przyjmijcie świąteczne życzenia, niech życzliwość, serdeczność i wzajemne zrozumienie pozostaną na długo. Blask kolorowej choinki niech rozświetli serca i napełni je nadzieją, a nadchodzący Nowy Rok niech będzie łaskawy i pełen dobrych chwil.


Organizatorzy    


komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

23 Grudnia 2011, godz: 14:07

Życzenia


Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam, drodzy internauci, spędzenia tego czasu w rodzinnym gronie w spokoju i radości. Niech Was nigdy nie opuszcza szczęście, zdrowie oraz pogoda ducha.
...i oby Święty Mikołaj był dla Was w tym roku wyjątkowo hojny!

 

redakcja Łukta-City


komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres

20 Grudnia 2011, godz: 10:09

Rozkład jazdy w święta "u Grzesia"


 

WIGILIA:
ostatnia okejka z Olsztyna: 15.15
ostatnia okejka z Morąga: 13.40

 

PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT:
nie kursuje

 

DRUGI DZIEŃ ŚWIĄT:
tylko jeden kurs z Olsztyna: 18.30

 

SYLWESTER:
ostatnia okejka z Olsztyna: 18.30
ostatnia okejka z Morąga: 17.15

 

NOWY ROK:
tylko jeden kurs z Olsztyna: 18.30


komentarze (5) malina: Pewnie tak :) dodaj komentarz autor:malina edycja:malina

18 Grudnia 2011, godz: 14:04

Boże Narodzenie w dawnej Łukcie


Boże Narodzenie w dawnej Łukcie 
z cyklu "Gdy myślę... Łukta"



          W latach sześćdziesiątych jedna rzecz zawsze była pewna w Łukcie – mroźne i śnieżne zimy. 
          Wigilia, święta i sylwester skąpane były w białej szacie. Ubity na wybrukowanych ulicach śnieg pozwalał na niekończącą się jazdę głównie na sankach, bo na łyżwy stać było niewielu. Wspomnieć trzeba, że były one inne niż dzisiejsze. Mocowało się je do butów, a dla lepszego trzymania się nogi przywiązywano paskami. Pamiętam też łyżwy z podwójnymi płozami (trochę dziwne to słowo, ale nic mądrzejszego nie znalazłem w języku polskim). Dla  ciekawości podam, że najstarsze znalezione w Holandii łyżwy mają ok. 5 tys. lat i były zbudowane ze zwierzęcych kości.
          Na sankach i sporadycznie na łyżwach szaleliśmy wieczorami przede wszystkim w centrum Łukty, głównie koło nieistniejącej już od lat gospody „Kormoran” (z czasem przechrzczonej na restaurację), czyli w pobliżu budynku dawnej Gminnej Spółdzielni, bo tu świeciły się dwie duże lampy uliczne. Kilkanaście metrów dalej znajdował się „Klub Rolnika”. Fakt ten miał ogromne znaczenie dla nas, chłopaków. Mogliśmy się popisywać przed dziewczynami stojącymi na schodach. W tamtych latach rzadko kiedy przez wieś przejeżdżał samochód, dlatego bezpiecznie można było ścigać się na sankach po ulicy. Tu, gdzie teraz nieopodal straży pożarnej jest zakład fryzjerski, na niewielkiej górce zawsze było kilka ślizgawek. Największa jednak znajdowała się za pocztą, gdzie do dziś (obok nowo wybudowanego ronda) stoi popegeerowski chlew? kurnik? Pamiętam, że na butach-drewniakach najszybciej zjeżdżał Adam Łaszkowki (jeśli się nie mylę mieszka dziś w Małych Ramotach). „Z drogi śledzie, bo Adam jedzie!”, krzyczał szusując w kierunku pobliskiej rzeki. Tłok na górkach był wielki. Wszyscy się świetnie bawili, aż do momentu, gdy jakiś kretyn skrycie posypał lód solą…
          Chodziliśmy też nad jezioro, nad Korwik albo jak kto woli – nad Budkę. Gdy starsi koledzy stwierdzili, że lód jest wystarczająco gruby, braliśmy naturalnie wygięte kije i graliśmy w… hokeja. Nieraz w ferworze dochodziło do kłótni i bójki.
          Ślizgając się, grając w wiejskiego hokeja podświadomie czekaliśmy na Boże Narodzenie, a właściwie na Wigilię i pasterkę. Na Wigilię dlatego, że Mikołaj przynosił prezenty, a na pasterkę, bo raz w roku prawie się nie spało. Podczas nocnej mszy zawsze szedłem na chór z moim najlepszym kolegą Edkiem Jaworskim, który niestety odebrał sobie życie mając 18 lat. Obaj lubiliśmy słuchać kolęd śpiewanych przez chór parafialny. Pięknie wtedy śpiewano. 
          Podczas pasterki zdarzały się sytuacje humorystyczne, na przykład ktoś siedzący na skraju ławki usnął i straciwszy równowagę upadał na posadzkę. W tamtych, mocno już odległych, socjalistycznych czasach wielu parafian przychodziło do kościoła po jednym (albo i więcej) głębszym. I chyba dlatego niektórzy oprócz utraty równowagi prezentowali dziwny rodzaj śpiewania kolęd. Bywało, że proboszcz Jan Molitoris (dość impulsywny) nakazywał milczeć tym, którzy fałszowali lub nie nadążali za pozostałymi. Zabawne były to sytuacje.
          Po pasterce przeważnie biegliśmy z chłopakami pod „Klub Rolnika” i w świetle lamp przyglądaliśmy się wracającym do domu, głównie oczywiście dziewczynom. Zdarzało się, że któraś przystanęła, porozmawiała z nami. Mróz i klejące się oczy zniechęcały jednak do dłuższej konwersacji. 
          Po powrocie do domu najczęściej sięgałem po paczkę otrzymaną od Mikołaja po Wigilii. Zaszywałem się na strychu albo chowałem pod schodami, żeby ktoś z rodzeństwa nie poprosił mnie o cukierka lub coś innego. Oczywiście każdy miał swoją paczkę, ale najpierw wolał coś wyprosić od drugiego. Ukryty za belką lub szmacianą zasłoną delektowałem się irysem, krówką lub jabłkiem. W paczce trafiały się też orzechy włoskie, mała czekoladka. Te łakocie zostawiałem na później, gdy już skończą się ferie szkolne i będę mógł obnosić się z nimi w szkole ku zazdrości innych. Gdy tak siedziałem ukryty na strychu lub pod schodami, czasami ciszę przerwało wołanie ojca „Stasiek, gdzie się podziałeś?” „Tu jestem!” odkrzykiwałem. „Tylko mi zaraz stamtąd wyłaź i kładź się spać! Dochodzi druga, a ten nie wiadomo co robi.” „Wiadomo, wiadomo”, mruczałem pod nosem. Ojciec dobrze wiedział, że w poprzednie święta też schowałem się z paczką przed rodzeństwem. Było nas w domu ośmioro, cztery siostry i tyle samo braci, a zatem miałem się przed kim ukrywać. Tym bardziej, że byłem ze wszystkich najmłodszy i najsłabszy, i praktycznie każdy mógł wyrwać mi mikołajowe frykasy. Najbardziej zawsze obawiałem się najstarszego z nas Romana. Brat zawsze potrafił tak mnie podejść, że już po kilku minutach nie miałem pół paczki. Gdy rok temu skończyłem jedenaście lat postanowiłem, że więcej już nie nabiorę się na żadne jego obiecanki. Na przykład na takie, że latem weźmie mnie na ryby aż za Strzałkowo. Albo, ze zrobi mi łuk i będę mógł strzelać do puszek lub ustawionych na sztachetach kartofli.
          O, już bym zapomniał, bardzo się cieszyłem, gdy Mikołaj przyniósł mi paczkę kapiszonów. Zawsze byłem z tego faktu bardzo zadowolony, bo miałem z czego strzelać w Nowy Rok.
          Sylwester to dla nas, kilkunastoletnich chłopaków godziny psot. W ich wymyślaniu byliśmy niezwykle „kreatywni”, co było utrapieniem mieszkańców. Przykład braliśmy oczywiście od starszych kolegów. Wzorując się na nich wyjmowaliśmy furtki z płotów, wyciągaliśmy poza zagrody najróżniejszy sprzęt, od taczek po… furmanki.
          Ta szczególna noc, to również strzelanie z korkowców, karbidu i – jak już wspomniałem – kapiszonów. Z dawnych lat pamiętam jeszcze i to, że starsi koledzy kupowali wino na sylwestra i opróżniali butelki, gdy jeszcze do północy było daleko. Bywało, że podpici kłócili się miedzy sobą, a czasem nawet się pobili. Do rękoczynów dochodziło przeważnie tam, gdzie nie sięgało światło latarni, a i milicjant nie mógł nic dostrzec. Nie było to jakieś wielkie bicie. Ot, zwaśnieni rzucali się na siebie, poturlali się trochę po śniegu i zaraz inni ich rozłączali. Może bójki dlatego tak wyglądały, bo pijący wino nie mieli więcej jak siedemnaście, osiemnaście lat. Najbardziej dziwiło mnie to, że jak przeciwnicy się pogodzili, to szli razem na prywatkę. Tam czekały na nich dziewczyny. Nam, młokosom, wolno było jedynie stać pod oknem i patrzeć jak starsi tańczą. O, jakże wtedy chciałem mieć jak najszybciej osiemnaście lat…
          Sylwester w Łukcie kojarzy mi się przede wszystkim z zabawami w „Kormoranie”. Przez wielkie okno widziałem elegancko ubrane kobiety i mężczyzn oraz suto zastawione stoły. Przestępując z zimna z nogi na nogę nie mogłem też oderwać oczu od muzykantów, szczególnie od akordeonisty, który tak szybko przebierał palcami po klawiszach, że nie sposób było za nimi nadążyć.
          Jednak ważniejsze od sylwestra było Boże Narodzenie, a właściwie to czas oczekiwania na nie. W dniach przybliżających święta była jakaś magia. Może dlatego, że gdzie się nie ruszyłem, zewsząd dolatywało „Wesołych świąt”. Mając kilkanaście lat nie bardzo rozumiałem, co znaczą te wszechobecne słowa „Wesołych świąt”. Interpretowałem je jednoznacznie: święta są po to, by ludzie sobie potańczyli i pośpiewali. Byłem w błędzie. Byłem w błędzie jeszcze przez kilka lat. Któregoś dnia zapytałem ojca o znaczenie życzeniowego zwrotu.
          – A jak ty to sobie tłumaczysz? – zapytał. Odpowiedziałem tak, jak myślałem od dawna. – Nie, synku, to nie tak. Ludzie sobie życzą wesołych świąt, bo w nocy, gdy idziemy na pasterkę, urodził się kiedyś Jezus Chrystus i dlatego pamiętając o Nim, modląc się do Niego, mamy się weselić. Jezus przyszedł na świat, aby zbawić nas, ludzi.
          Za trudne było to wszystko dla mnie. 
          Boże Narodzenie dla mnie zaczynało się tak naprawdę w chwili, gdy tata przyniósł do domu drzewko na choinkę. Zapach świerku wkradał się niemal w każdy kąt. Pamiętam,  że w drugim mniejszym pokoju na stole przykrytym obrusem stały ciasta. Była też kiełbasa i  pieczone mięso. Nie mogłem się doczekać chwili, gdy wreszcie zasiądziemy do śniadania.
          … Inne to były czasy. Inny był mój kraj.
          Pewnie nie tylko ja przypominam je sobie z niemałym sentymentem. Może dlatego, że wtedy zawsze był mróz i śnieg. A może także dlatego, że w paczce otrzymanej z zakładu, w którym pracował tata, znajdowałem… pomarańczę. 
          Gdy niedawno rozmawiałem o świętach z kolegą z dzieciństwa, powiedział:
          – Wiesz, moje dorosłe dzieci wciąż mi nie wierzą, że kiedyś pomarańczę jadłem tylko na Boże Narodzenie.

Stanisław Raginiak

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.
©
Ilustacje: Grzegorz Malinowski




komentarze (4) autor: Na początku lat sześćdziesiątych z inicjatywy nauczyciela matematyki i wychowania fizycznego Pawła Podralskiego na podbudowie boiska do piłki ręcznej powstało lodowisko. Płytę boiska położonego w miejscu gdzie obecnie znajduje si ę parking kościelny pogłębiono na około dwa sztychy szpadla,a z uzyskanej w ten sposób ziemi usypano bandy. Miejscowa Straż Pożarna z pobliskiej rzeki napełniła przy pomocy motopompy woda wykopane zagłębieni, mróz dokonał swojego dzieła i lodowisko było gotowe. Kije do hokeja wykonywane były przeważnie z listewek uzyskanych od miejscowego stolarza Pana wiśniewskiego, nad sprawnością i przystosowaniem do ówczesnych łyżew obuwia czuwali szewcy Pan Góralski i Pan Nowicki. Krążek był wykonany z różnych dostępnych materiałów. Bramki były te same co do piłki tylko trochę niższe bo wmarznięte w taflę lodowiska. Na wiosnę woda była spuszczana do pobliskiego sadu poprzez rozkopanie bandy.Tak miej więcej wyglądał bardzo tani zimowy "ORLIK" dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

15 Grudnia 2011, godz: 22:21

Kolęda dla matki


Z okazji zbliżających się świąt prezentujemy jedną z 3 kolęd do których słowa napisał Stanisław Raginiak - "Kolęda dla matki". Pochodzi ona z nowej płyty Doroty Berent i zespołu „TiM” - „Kolędy i pastorałki”. Muzykę do utworu skomponował Adrian Zasada.

słowa: Stanisław Raginiak
muzyka: Adrian Zasada
śpiewa: Dorota Berent

W zakładce S. Raginiak -> "Wiersze" możecie również zapoznać się z wierszem pod tym samym tytułem czyli: "Kolęda dla matki" z tomiku Wiersze świąteczne i inne.


komentarze (1) autor: Podziwiam. Gratuluję.Bardzo dobrze się słucha,doskonałe wykonanie. Dalszych sukcesów i oczywiście Wesołych Świat dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

14 Grudnia 2011, godz: 10:53

"Gdy myślę ... Łukta" - powrót cyklu


"[...]Umówiliśmy się, że napiszę tyle refleksji, ile uznam za stosowne. Liczba dziesięć jest okrągła i daje okazję do zakończenia moich pisemnych rozmyślań.
Nie wykluczam jednak, że – przy akceptacji  Grzegorza – powrócę na jego stronę za jakiś czas. Życie to pożegnania i powroty.[...]"

S. Raginiak
Gdy myślę… Łukta (Refleksja 10. Ostatnia)

"Gdy myślę ... Łukta", cykl refleksji i wspomnień Stanisława Raginiaka, opisujący zarówno dawną Łuktę jak i czasy teraźniejsze, powraca na łamy Łukta-City. Pierwszy tekst pojawi się  tuż przed świętami. Tematyką będą świąta Bożego Narodzenia (a jakże!) w dawnej Łukcie. Zatem nie pozostaje nam nic innego jak tylko zachęcić Was do czytania oraz dyskusji na temat poruszanych przez autora wątków.


komentarze (2) outsider: ;-) mam nadzieję, że przemyślenia przyniosą nam ożywione,owocne dyskusje. dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

13 Grudnia 2011, godz: 09:30

SYLWESTER 2011/2012


SYLWESTER 2011/2012


ZAPRASZAMY DO WSPÓLNEJ ZABAWY W SAMSARZE.
TYM RAZEM OPRÓCZ KONKURSÓW Z NAGRODAMI, WSPÓLNEJ NAUKI TAŃCA - PROPONUJEMY KULINARNĄ PODRÓŻ PO RÓŻNYCH KRAJACH.
MOŻNA BĘDZIE SPRÓBOWAĆ MIĘDZY INNYMI WĘGIERSKIEJ ZUPY GULASZOWEJ, SUSHI, SZASZŁYKÓW Z JAGNIĘCINY a dla wielbicieli Polskiej kuchni RÓŻNORODNE PIEROGI... RESZTA NIECH POZOSTANIE NIESPODZIANKĄ...

W CENIE KAWA, HERBATA,CIASTA, LAMPKA SZAMPANA.

ZAPROSZENIA W CENIE 120 ZŁ/ OS

KONTAKT:

SAMSARA - 89/ 647 57 41  lub  JOANNA HARASYMOWICZ - 501 425 757


komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

                                      
                                      
                             

 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski